czwartek, 27 marca 2014

Ofiara

Już jako bardzo małe dziecko miałam dokłądnie sprecyzowane plany na przyszłość. Co będę robić, kim zostanę, jak to osiągnę. Jako 5-latka oficjalnie mówiłam na jakim uniwersytecie będę studiować... I na nim też studiowałam... Od dziecka też (już ciut starszego - 8-9 letniego) miałam bardzo mocne postanowienie kim nigdy nie będę - nie będę niczyją ofiarą!! Nigdy!!

I tak też poukładałam swoje życie - odizolowałam się od wszystkiego co mogłoby stanowić potencjalne zagrożenie mojego bezpieczeństwa. Odsunęłam się od przyjaciół, od rodziny. Zbudowałam świat, który nie dostarcza mi potencjalnych okazji do tego, żeby stać się ofiarą - czyjąkolwiek!!!

I co się okazało??? Łupnęło we mnie jedno zdanie, które uporczywie rezonuje mi w uszach... 

Że sama stawiam siebie w pozycji ofiary...

Po pierwszej chwili buntu i sprzeciwu nadszedł moment zastanowienia. Tak właśnie - wszystkie podejmowane przeze mnie mniej lub bardziej świadomie działania miały na celu uniknięcie spotkania oprawcy, który tę ofiarę ze mnie zrobi... I w finale tej kiepsko napisanej sztuki będącej moim życiem, stałam się sama dla siebie katem... i jednocześnie stałam się własną ofiarą...

Tylko jak się ucieka od oprawcy, który patrzy twoimi oczyma i porusza twoimi rękoma? Jak pozbyć się kogoś kto robi ci krzywdę, jesli tym kimś jesteś po prostu ty???

Myślę... od wtorku... i nic nie wymyśliłam... 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz