Od dawna dokonuję zatem złych decyzji...
Nie wiem dlaczego jest mi tak potwornie źle, tak ciężko... Bez obiektywnych ku temu przesłanek. Umysł płata mi figle i interpretuje rzeczywistość nie tak jak powinien. Rysuje obraz czarnej dziury pogrążonej w rozpaczy.
Śniło mi się, że umieram... Zazwyczaj nie pamiętam swoich snów, więc było to dla mnie coś nowego... Śniło mi się, że umieram i było mi z tym dobrze... tak spokojnie... lekko.
Czasami kładę się spać i ogarnia mnie uczucie, którego nie umiem nazwać ani do końca opisać... Takiej niemocy, bezsensowności, strachu, że wszystko co robię jest takie nieważne, bezsensowne... Że obudzę się któregoś dnia -stara, smutna, samotna... i patrząc wstecz będę mogła jedynie powiedzieć, że wszystko co robiłam było bez sensu... I marzę sobie wtedy, żeby zasnąć i się nie obudzić...
i zawsze się budzę...
Budzę się aby znowu dokonywać złych decyzji...
Tu Melenka.
OdpowiedzUsuńJa doszłam ostatnio do bardzo ważnego w swoim życiu wniosku. Nie wszystko musi mieć sens. Nie wszystko, by móc być szczęśliwym.
Melenka - może i nie wszystko... Ale wszystko zależy od perspektywy... Z mojej odrobina sensu byłaby pożądana - na kompletność w tym zakresie raczej nie liczę.
Usuńpozdrowienia!