czwartek, 12 grudnia 2013

Have Yourself A Merry Little Xmas...

Wielkimi krokami zbliża się najcięższy okres w roku... Święta... Znienawidzony czas... Od dziecka. Święta wywołują u mnie mnóstwo mało pozytywnych skojarzeń. Przepełniają strachem. Pokutuje tu ten przesłodzony model amerykańskiej Gwiazdki - rodzinnej, spokojnej, sielskiej, anielskiej... Nie wiem czy kiedykolwiek w życiu miałam spokojne święta. Moje najwcześniejsze wspomnienia Świąt wiążą się z awanturami, przepychankami, płaczem... ciągłą niepewnością. Zostało mi to do tej pory. Ból brzucha na myśl o świętach.

Zachowując społecznie przyjęte standardy zapuszczam się jak co roku na świąteczne łowy do galerii handlowych licząc, że trafiony prezent sprawi, że w tym roku święta będą weselsze. Ale nie będą.

Od pewnego czasu dodatkowo problemem jest przeżycie Wigilii i otaczającego mnie z każdej strony jedzenia. Nie radzę sobie z tym zbyt dobrze. Ostatnie kilka lat wyglądało mniej więcej tak samo... Wigilia, sesja w łazience, pasterka... Jakie to świąteczne...

Nie wiem nawet co powinnam o tych świętach napisać. Mdli mnie na samą myśl.

A po świętach jest sylwester. Jak na 25-letnią kobietę mam dość niewiele do powiedzenia w tym temacie. Nigdy nie byłam nigdzie na sylwestrowej imprezie. Zawsze spędzam go w domu, z mamą i babcią. Inna kwestia jest taka, że gdybym nawet chciała... to nie wiem jak mogłabym go inaczej spędzić...

Czasami czuję się jak martwa za życia. Żywy trup.

1 komentarz:

  1. też nienawidzę świąt. Wkurzają mnie bezsensowne tradycje, udawanie szczęśliwej rodziny. A co do tego uczucia, że jesteś "martwa za życia" - bardzo często to odczuwam. Żeby wrócić do siebie potrzebuję jakiegoś silnego impulsu, często autodestruktywnego. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń