Wielkimi krokami zbliża się najcięższy okres w roku... Święta... Znienawidzony czas... Od dziecka. Święta wywołują u mnie mnóstwo mało pozytywnych skojarzeń. Przepełniają strachem. Pokutuje tu ten przesłodzony model amerykańskiej Gwiazdki - rodzinnej, spokojnej, sielskiej, anielskiej... Nie wiem czy kiedykolwiek w życiu miałam spokojne święta. Moje najwcześniejsze wspomnienia Świąt wiążą się z awanturami, przepychankami, płaczem... ciągłą niepewnością. Zostało mi to do tej pory. Ból brzucha na myśl o świętach.
Zachowując społecznie przyjęte standardy zapuszczam się jak co roku na świąteczne łowy do galerii handlowych licząc, że trafiony prezent sprawi, że w tym roku święta będą weselsze. Ale nie będą.
Od pewnego czasu dodatkowo problemem jest przeżycie Wigilii i otaczającego mnie z każdej strony jedzenia. Nie radzę sobie z tym zbyt dobrze. Ostatnie kilka lat wyglądało mniej więcej tak samo... Wigilia, sesja w łazience, pasterka... Jakie to świąteczne...
Nie wiem nawet co powinnam o tych świętach napisać. Mdli mnie na samą myśl.
A po świętach jest sylwester. Jak na 25-letnią kobietę mam dość niewiele do powiedzenia w tym temacie. Nigdy nie byłam nigdzie na sylwestrowej imprezie. Zawsze spędzam go w domu, z mamą i babcią. Inna kwestia jest taka, że gdybym nawet chciała... to nie wiem jak mogłabym go inaczej spędzić...
Czasami czuję się jak martwa za życia. Żywy trup.
też nienawidzę świąt. Wkurzają mnie bezsensowne tradycje, udawanie szczęśliwej rodziny. A co do tego uczucia, że jesteś "martwa za życia" - bardzo często to odczuwam. Żeby wrócić do siebie potrzebuję jakiegoś silnego impulsu, często autodestruktywnego. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń