Wiem już dlaczego ostatnio napisałam posta. Wiem już dlaczego piszę dzisiaj. Komiczność sytuacji jestdla mnie przytłaczająca...
Moja terapeutka jest na urlopie. A ja co?? A mnie, że tak bardzo nieelegancko powiem "odpierdala"... I co w tym komicznego? A no to, że moim głównym zajęciem na każdej sesji jest pokazywanie jak bardzo jestem niezależnym człowiekiem i jak bardzo mi jest obecność mojej terapeutki obojętna....A teraz jej nie ma... i co??? I ja postawiłam sobie za swój główny cel doprowadzić się do stanu "ledwieżycia"... Skrajnego wykończenia - kompleksowego, na poziomie fizycznym i psychicznym. Oj dziewczynko, dziewczynko... Jakaś ty żałosna... Damski Werter... Tylko żółtej kamizelki brakuje...
Naszła mnie dzisiaj gorzka refleksja, po usłyszeniu całkiem przypadkowej rozmowy na przystanku. Dwie dziewczyny rozmawiały o niejakiej "Baśce"... I co się okazuje? Okazuje się, że Baśka jest looserem, bez odrobiny silnej woli, udającą chorą histeryczką, bo przecież gdyby chciała to by była normalna... A co jest tej niejakiej "Baśce"?? Baśka podobno jest bulimiczką... Amen.
Życzę wszystkim takiej ilości silnej woli i determinacji, nieustannego wstawania po niezliczonych porażkach i próbowania dalej, uśmiechania się żeby nikomu nie było przykro i organizowania życia tak, żeby nikt się o dziejących za ścianą łazienki dramatach nie dowiedział... dzień jak codzień bulimiczki... takiej jak ja... A najbardziej życzę tym dwóm dziewczynkom, nazywających siebie dumnie "koleżankami Baśki"...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz