Dużo różnych spraw przewinęło sie ostatnio przez mojego bloga. Wypełnił się treścią, która jest dla mnie i ważna, i przerażająca, smutna i zmuszająca do zastanowienia.
I otworzyłam dzisiaj przeglądarkę z myślą, że coś napiszę, ubiorę w słowa to co we mnie tkwi. I siedzę tak nad otwartym postem już kilkadziesiąt minut i nic nie powstaje. Czy to znaczy, że nie mam o czym pisać? Że nic się we mnie nie dzieje? Nic nie czuję?
Zawsze najprostszą odpowiedzią, której niewątpliwie nadużywałam w wielu sytuacjach, było stwierdzenie "nic ciekawego". Odnosiłam je do tego co u mnie, co robię, jakie mam plany. Nic ciekawego... Używam go również na określenie tego co czuję. Nieciekawe uczucia, niewarte rozpamiętywania...ba! Niewarte nawet wspominania o ich istnieniu.
Siedzę teraz i próbuję spojrzeć do środka... Czy teraz coś czuję? Co to takiego? Dlaczego właśnie to, a nie coś innego? Może tą umiejętność trzeba trenować, rozwijać w jakiś sposób, doskonalić? Bo kiedy tak spoglądam sama w siebie to nie znajduję tam nic. Teraz nie ma nic... Pojawia się tylko myśl, że pójdę niedługo spać, będę przewracać się z boku na bok, próbując zasnąć i w śnie przeczekać do następnego dnia. Że kiedy wstanę będzie już poniedziałek, który też przeczekam... a po nim wtorek, środa, marzec, czerwiec, grudzień, 2014 rok... przeczekam...
I tak właśnie czas płynie mi na przeczekiwaniu. Tylko przeczekiwaniu czego? Czekaniu na co? Na lepszy dzień? Na lepszą, mądrzejszą, weselszą mnie?
Czekanie nic nie da... Mogę tak przeczekać całe swoje życie i na końcu zorientuję się, że już nie będzie więcej przeczekiwania i szansy na to, że to na co czekam się pojawi.
Dzisiejszą noc jeszcze przeczekam... Ale jutrzejszego dnia już nie chcę!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz