środa, 20 lutego 2013

Bo nie miałam czasu...

Cały dzisiejszy dzień upływa mi na ciężkiej pracy... umysłowej. Od 9 rano nie odchodzę od komputera, tworząc zaległe teksty, przeredagowując przygotowane wcześnoej fragmenty, czytając na raz 15 artykułów. Mózg się gotuje. Przypomniało mi się jak to było, kiedy wisało nad człowiekiem widmo sesji, egzaminów... kiedy to zawsze było o jeden dzień za mało na perfekcyjne - jak mi się wydawało - przygotowanie.

Czuję dzisiaj ten sam dreszczyk, tą samą panikę pomieszaną z uczuciem dziwnego podniecenia i głos szepczący do ucha "Nie zdążysz, nie zdążysz..."

I muszę przyznać, ze cuzję się z tym świetnie!! I kilka chwil temu zastopowałam nagle i w mojej głowie pojawiło się pytanie: dlaczego czujesz się świetnie? Teoretycznie powinnaś czuć się źle ze zbyt dużą dawką stresu i brakiem czasu na uzupełnienie kawy w kubku.

No teoretycznie... Ale w praktyce jest całkowicie na odwrót. I po chwili zastanowienia stwierdziłam, że już wiem dlaczego tak się czuję... Czuję się tak bo nie miałam dzisiaj czasu myśleć ani o moich grubych (w moim przeświadczeniu) udach, ani o spodniach, które nie leżą na mnie tak jak trzeba, bo przecież cały dzień chodzę po mieszkaniu w legginsach i emu... ani o wyrzutach sumienia związanych z wmiotowaniem, bo... nie miałam dzisiaj czasu ani na wymiotowanie, ani na jedzenie, na nic...

Gdybym zafundowała sobie tutaj pewien skrót myślowy, mogłabym wyciągnąć następujący wniosek:

brak czasu = brak myślenia = poczucie zadowolenia

Zgodnie z powszenie znanymi prawami matematyki, mogłabym z tej równości wykreślić element środkowy i uprościć równanie do postaci:

brak czasu = poczucie zadowolenia

tylko... No właśnie, musi tutaj być jakieś ale, które psuje mi całą misternie opracowaną koncepcję osiągnięcia wiecznego szczęścia i zadowolenia. Tyle czasu spędzonego w gabinecie mojej Terapeutki niewątpliwie dało mi jedną cenną rzecz, która bywa pomocna w tego typu sytuacjach. Popatrzyłam sobie na to równanie jeszcze raz i nagle - niczym żarówka - rozbłysło mi w głowie zdanie "stary schemat ucieczkowy!".

I opadła mi cała euforia. Jak przekłuty balon...

Bo  przecież zawsze miałam problem z tym, żeby po prostu ze sobą być. Problem z konfrontowaniem się z tym co w moim wnętrzu, co konstytuuje moje nastroje i postrzeganie świata. I zawsze znajdowałam od tego ucieczkę w pracy. Łapaniu tysięcy rzeczy na raz, angażowaniu się w każde możliwe przesięwzięcie, któe aktualnie odbywało się na uczeli, zaliczanie dodatkowych przedmiotów, uczenie się nowych języków... Innymi słowy NIEMYŚLENIE.

I co mi z tego, że posługuję się 5 językami, skoro nie mam ani ochoty ani odwagi aby gdzieś tę umiejętność wykorzystać? Co mi z tego, że moje CV w kategorii "działalność społeczna" wygląda jak książka telefoniczna, skoro wszystko urywało się wraz z zakończonymi projektami? Co z tego, że ukończyłam studia z wyróżnieniem i pracą ocenioną jako doktorska, a nie magisterska? CO Z TEGO?? Co z tego, skoro nie przyniosło mi to radości, ani przyjemności, nie było sztuką samo w sobie?

Był to mój sposób na ucieczkę, sposób na brak kontaktu ze sobą, sposób na niemyślenie. Sposób na zagospodarowywanie sobie życia na zewnątrz i prześlizgiwania się po wszystkim co mogło mieć głębszy sens... Po przyjaźniach, które przegapiłam; po imprezach, na które nie chodziłam; po relacjach, których nie rozwijałam; po zaufaniu, którym nikogo nie obdarzyłam...

A dlaczego tego nie robiłam???

... bo nie miałam na to czasu...


5 komentarzy:

  1. wow, tak przeczytałam ten wpis, i pomyslałam, kurcze - ile rzeczy Ci się udało! Ile rzeczy sobie zawdzięczasz! Dobrze napisana praca, projekty w których brałaś udział, doświadczenia, 5 języków - wow! To dużo.
    I jeszcze umiesz czerpać przyjemność i satysfakcję z pracy - to też bardzo dużo.
    Masz dużo:)
    I to sobie to wszystko zawdzięczasz - sobie.

    A jednak, czegoś Ci brak, ale wiesz co, ten brak będzie Cię ciągnął i skoro masz poczucie, że nie obdarzyłaś kogoś zaufaniem, to coś czuję że i po to wyzwanie sięgniesz.

    Już po nie sięgasz. Obdarzasz zaufaniem swoją terapeutkę, budujesz z nią stałąrelację.

    jesteś stale w procesie.
    Ciesze się, że teraz tak efektywnie pracujesz.
    To fajny moment.
    Na wszystko przyjdzie czas.
    Nie ma tego zmarnowanego, jest tylko ten przed nami. Jestem tego pewna.

    A osiągniec Ci gratuluję i jestem pewna, że będziesz miała szansę i okazję, te 5 języków wykorzystać, może w momencie, w którym wcale nie będziesz się tego spodziewać, okazja przyjdzie, gdy będziesz na to gotowa:)

    Mar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (legginsy i uggi - super strój domowy, komfortowy:) w sam raz do pracy domowej)

      Usuń
    2. :) poczucie braku motywuje. Ale ambiwalencja co do sposobu jego zaspokajania utrudnia mi trochę podciąganie się w odpowiednim kierunku. Ale będę się podciągać - bo co mi innego zostało? :) Przecież, zgodnie z regułami logiki (...i grawitacji), nie można cały czas spadać :)

      Usuń
  2. A wg mnie to i tak dużo, że masz świadomość tego wszystkiego - tego ucieczkowania - teraz, na tym etapie życia. Nie każdy ma to szczęście...Inni żyją tak jak ty, "perfekcyjnie" i mega skutecznie na zewnątrz, nie zdając sobie sprawy z tego, że życie ucieka im przez palce. I budzą się z tego koszmaru dużo, dużo ZA PÓŹNO. Ty masz teraz wybór, i żadnej wymówki do tego, żeby nie wybrać dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wiem, że to dużo... I wiem, że mam wybór... I nie szukam wymówki... Mnie paraliżuje strach. Ale wiem, że to nie jest usprawiedliwienie. I dlatego też się nie usprawiedliwiam - próbuję wybierać dobrze, chociaż wychodzi mi to bardzo różnie.

      Usuń