czwartek, 14 lutego 2013

"Smutno mi, Boże!"

Piszę sobie dzisiaj, żeby się wyżalić. Sama przed sobą. Smutno mi... tak jak Słowackiemu...

"Smutno mi, Boże! – Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
Gwiazdę ognistą...
Choć mi tak niebo Ty złocisz i morze,
Smutno mi, Boże!"


Tylko, że Słowacki tęsknił za kawałkiem ziemi, który nazywał swoją ojczyzną. Mnie jest smutno z innego powodu. Nie udaje mi się ostatnio odseparować od tematu jedzenia. I muszę sobie o tym napisać, bo chcę to jakoś z siebie zrzucić. Spędza mi ono sen z powiek. Dwa tygodnie już nie udało mi się niczego zjeść, żeby nie zakończyło się to w łazience. Strasznie boję się aktualnie wymiotować, więc w konsekwencji na wszelki wypadek po prostu nie jem. Skutkiem tego jest wagowy zjazd, którego za kilka dni pewnie nie uda mi się już ukryć. Wszystkie dodatkowe skutki pojawiają się z chronologiczną wręcz kolejnościa. I mi smutno z tego powodu.

A dlaczego mi smutno? Bo patrzę w lustro i sobie myślę "no! zaczynasz przypominać człowieka... Jeszcze kilka kilogramów i będzie ok"... Bardzo, bardzo walczyłam o to, żeby po raz kolejny nie wpadać w ten wir... tą całą karuzelę, która kręci się poza moją kontrolą. A jak pozbędę się jeszcze trochę wagi to wylecę z terapii... I dlatego też mi smutno... I dopiero teraz widzę, jak bardzo mi na tym zależy. Z jednej strony to chyba pozytywne, prawda? Zależy mi na tym, chcę żeby było lepiej. I jednocześnie robię coś, co potencjalnie może mi to zabrać.

I ciągle to potworne przekonanie, że nie jestem dość chora, żeby móc podnieść ten temat. Czuję się jak oszust, który udaje. Nie akceptuję tego w żaden sposób. Czy 8 lat to zbyt krótki okres czasu na zaakceptowanie pewnych rzeczy? Nie wiem już jak mam sobie tłumaczyć, że to moja głowa płata mi figle, że JESTEM chora i że MAM PRAWO, a nawet OBOWIĄZEK sobie pomóc. Ale jak mam sobie pomóc, jeśli nie jestem w stanie się przyznać że to nie moja bujna wyobraźnia... że to choroba z którą można walczyć. Odkleja mi się to wszystko.


Jak ja siebie nie rozumiem. To zadziwiające. Ale to nic. Może któregoś dnia zrozumiem. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz