Wróciłam dzisiaj z pogrzebu...
Nie lubię pogrzebów... Brzmi trywialnie - bo kto lubi? Ja jednak odbieram całą toczącą się ceremonię w bardzo przykry sposób. I to nie dlatego, że mi smutno, odczuwam stratę... Nie ma to z tym nic wspólnego.
Kiedy tak patrzę na drewniane pudełko, w którym leży nieruchomy pancerzyk, z twarzą bez wyrazu i taką obcą, inną niż jeszcze 2 dni temu kiedy śmiała się, rozmawiała, marszczyła czoło czy przygryzała wargi, ogarnia mnie przerażenie - takie ogromne poczucie bezsensu i nieuniknionego końca, którego nie potrafię zracjonalizować. Poczucie, że nie warto, nie ma po co...
Każdemu z nas zapewne do jakiegoś stopnia towarzyszy lęk przed śmiercią. Mniej lub bardziej świadomy, mniej lub bardziej obecny w przeżywaniu.
Ja nawet nie wiem czy boję się śmierci. Chyba nie... Samej śmierci nie. Tylko raczej tego, że nadejdzie w momencie, kiedy będę szczęśliwa. Śmierć dla ludzi smutnych może być wybawieniem - dla szczęśliwych jest końcem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz