Rozmyślania z papierosem w dłoni mają swój urok. Gorzej kiedy od jednego papierosa odpala się drugi, a od drugiego trzeci. Ale uzależnienie od nikotyny nigdy nie stanowiło dla mnie dużego problemu - mogę bez tego żyć, a że sprawia mi to przyjemność, to sobie od czasu do czasu podpalam.
W każdym razie spowite obłoczkiem dymu myśli mają jakiś taki inny kształt. Nie umiem, jak Gandlaf z Władcy Pierścieni, wypuścić z płuc dymkowego okrętu... ba! nie umiem nawet zrobić z dymu kółeczka... Ale myśli w dymku chowają się znakomicie. Pierwszy dymek... to już piątek... drugi dymek... kolejny weekend... trzeci dymek... mam jutro jechać do domu... I własnie na tym trzecim dymku zatrzymuje się moja myślowa chmurka.
Dom... Czyli co? Dom to miejsce w którym mieszka moja mama, babcia, najmłodsza siostra... Dom to miejsce w którym się wychowałam i w którym spotkało mnie wiele złych rzeczy... Zdarzały się i rzeczy dobre, ale jakoś wyblakły w mojej pamięci... Dom... No właśnie - czy to jest jeszcze mój dom? Kolejny dymek uleciał w powietrze... Czuję się teraz trochę tak pomiędzy... miejsce w którym się wychowałam nie jest już moim domem... Moje mieszkanie jeszcze nim nie jest. Czyli jak? Jestem bezdomna?
Dom... Czyli co? Dom to miejsce w którym mieszka moja mama, babcia, najmłodsza siostra... Dom to miejsce w którym się wychowałam i w którym spotkało mnie wiele złych rzeczy... Zdarzały się i rzeczy dobre, ale jakoś wyblakły w mojej pamięci... Dom... No właśnie - czy to jest jeszcze mój dom? Kolejny dymek uleciał w powietrze... Czuję się teraz trochę tak pomiędzy... miejsce w którym się wychowałam nie jest już moim domem... Moje mieszkanie jeszcze nim nie jest. Czyli jak? Jestem bezdomna?
Bo dom to przecież nie są 4 ściany, to nie kuchnia, łazienka i salon. Dom to ludzie... Od tych, którzy mieszkają w domu z mojego dzieciństwa bardzo się odsunęła... A w moich nowych 4 ścianach ludzi nie ma. Jestem bezdomnym posiadaczem 70 metrów kwadratowych, na pierwszym piętrzę, w centrum Miasta Królów. Bezdomnym, zamieszkującym 3 pokoje, kuchnię, garderobę i łazienkę... dorzuciwszy do tego przedpokój i balkon, jak na bezdomnego mam całkiem sporo przestrzeni. Bezdomnym właścicielem garażu podziemniego i pilota do osiedlowej bramy. Bezdomny z domem...
Kolejny raz staje przede mną ten sam dylemat - mam i nie mam jednocześnie. Może to kwestia tego, że nie potrafię docenić tego co mam? Może rodzicielskie wychowanie sprawiło, że zawsze chcę czegoś więcej? Pamiętam, kiedy jeszcze byłam dzieckiem, nie musiałam jakoś szczególnie prosić o rzeczy, które aktualnie chciałam mieć... Wspominałam o nich mimochodem i po pewnym czasie, zazwyczaj niezbyt odległym, magicznie pojawiały się w moim posiadaniu.
Inna sprawa, że nie byłam dzieckiem szczególnie wymagającym - zazwyczaj chciałam więcej książek, czego efektem jest brak wolnego fragmentu ściany, który nie byłby zastawiony słowem pisanym. Nie prosiłam o lalki, nowe sukienki czy gry... Średnio mnie to zawsze obchodziło. Jednak, fakt faktem, nie musiałam na swoje zachcianki pracować. Może dlatego tak ciężko mi teraz zaakceptować fakt, że chcę czegoś i tego nie dostaję? Co prawda zmieniła się kategoria rzeczy, które chciałabym mieć - stały się zdecydowanie bardziej niematerialne... Nieprzeliczalne na walutę... Niedostępne na sklepowych półkach...
Inna sprawa, że nie byłam dzieckiem szczególnie wymagającym - zazwyczaj chciałam więcej książek, czego efektem jest brak wolnego fragmentu ściany, który nie byłby zastawiony słowem pisanym. Nie prosiłam o lalki, nowe sukienki czy gry... Średnio mnie to zawsze obchodziło. Jednak, fakt faktem, nie musiałam na swoje zachcianki pracować. Może dlatego tak ciężko mi teraz zaakceptować fakt, że chcę czegoś i tego nie dostaję? Co prawda zmieniła się kategoria rzeczy, które chciałabym mieć - stały się zdecydowanie bardziej niematerialne... Nieprzeliczalne na walutę... Niedostępne na sklepowych półkach...
Na przykład taki dom... chciałabym mieć dom. Wyraziłam swoją chęć posiadania. Dlaczego nikt mi tego domu nie daje? Nie przynosi zapakowanego w czerwoną kokardę? Nie kładzie na łózku jak nowej książki?
Na ten dom muszę sobie już chyba całkiem sama zapracować...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz