czwartek, 9 lutego 2012

Nie mam nic mądrego do napisania. Niemądrego też nie... chociaż z perspektywy czasu widzę, że pisanie rzeczy niemądrych idzie mi zdecydowanie lepiej niż tych drugich. Niewiele się dzieje, co z jednej strony jest jakby dobre - z drugiej natomiast stagnacja i fiksowanie na tym co wbiło mi się już w rutynę też dobre nie jest. Nie mam motywacji, weny, ochoty. W sumie opanował mnie "tu mi wisizm". Jem, wymiotuję, odmawiam rozmowy na ten temat, wściekam się na siebie, że nie umiem na ten temat rozmawiać, po czym żeby się uspokoić jem i wymiotuję... Błędne koło. Ale cóż. I przypomniało mi się powiedzenie:

Ever tried. Ever failed. No matter. Try again. Fail again. Fail better (S. Beckett)



to chyba powinno być moje motto życiowe... chociaż bardzie adekwatne aktualnie wydaje się "try or die trying"... W dniu dzisiejszym coraz dalej od "try" coraz bliżej do "die".


.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz