Pierwszy dzień roku 2012 minął. Był zwykły, taki jak każdy inny w 2011. O północy wypiłam butelkę szampana - na raz, bez zbędnego bawienia się w szukanie kieliszka. Pooglądałam przez okno sztuczne ognie, które sąsiedzi z wielką zapalczywością odpalali prze 1,5 godziny. I z czego tu się cieszyć?? Z upływu czasu?? Ze zmarnowanych szans i niewykorzystanych okazji?? Nigdy nie mogłam zrozumieć tej noworocznej radości.
Ale ja niewiele rozumiem...
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz