Marzy mi się powrót do USA. Chcę tam wócić. Nie było idealnie, ja nie byłam inna - ale mimo wszystko otoczenie, klimat, nowość zrobiły swoje. Czułam się tam lepiej niż czuję się tutaj.
Jest w tym swego rodzaju dramat - zawsze, kiedy ktoś pytał mnie czy nie chciałabym zostać w USA (a miałam taką możliwość, ze względu na swoje dość unikatowe umiejętności i zainteresowania...), odpowiadałam bez chwili namysłu, że nie wchodzi to w grę, że lubię Polskę i nie chcę wyjechać na stałe. Jednak po powrocie wszystko zmieniło się o 180 stopni. Z tą delikatną różnicą, że przez najbliższe 2-3 lata nie będę miała możliwości tam wrócić.
I tak to jest - zawsze chcę czegoś, czego nie mam...
Tak... najperw zamykam drzwi, potem wyrzucam klucz, a na samym końcu ze zdziwieniem stwierdzam, że koniecznie chciałabym przez te drzwi wejść. O ironio losu!
************************
Napisałam powyższe, zostawiłam na pół godziny i powróciłam w celu uzupełnienia. Nie wiem do końca czym chciałabym uzupełnić, ale mam poczucie niedomknięcia. Włączył mi się program o nazwie "autoagresja" i chyba najbezpieczniejszym, znanym mi sposobem jest to po prostu wyrzucić z siebie w postaci słowa pisanego.
Taka ze mnie właśnie DRAMA QUEEN... Jeśli stoję przez chwilę na ziemi, to zaraz czuje potrzebę wykopania pod sobą dołka, żeby do niego wskoczyć i się potłuc. Nie mogę sobie odpuścić. Za każdym razem kiedy mogłabym powiedzieć, że "nie jest super, ale chociaż jest stabilnie", albo "mogłoby być gorzej" to natychmiast sobie to "gorzej" prezentuję. Żeby nie było mi zbyt dobrze, żebym się przypadkiem nie przyzwyczaiła. To jest chyba jakiś defekt genetyczny, autodestrukcyjne DNA... ja sobie po prostu MUSZĘ to robić.
Ale żeby dodać do tego trochę humoru - czy ktoś jest sobie w stanie wyobrazić, co by się stało, gdybym nagle zaczęła robić na odwrót? Tam gdzie minus, stawiać plus?? Zapewne gdybym robiła to z podobną pasją, jak stawianie minusów, stałabym się Dalai Lamą, Martinem Lutherem Kingiem, Billem Gatesem i Matką Teresą w jednym. Ciekawe połączenie: białe sari, ciemna karnacja, komputer w ręku - a to wszystko na kwiecistej łące, przerywane usypywaniem kolorowej mandali.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz