Mam jakiś okropny czas w życiu... Kryzys za kryzysem, porażka za porażką. Już sama nie wiem w którym momencie się pogubiłam w tym wszystkim. Muszę się jakimś cudem znaleźć - nie ma w tym ani odrobiny przesady.
Zawsze byłam chimeryczna, delikatnie depresyjna, lubiąca samotność. Teraz jednak wszystko staje na głowie i przybiera rozmiary, których do tej pory nie doświadczałam - a przynajmniej nie wszystkiego na raz!
Mój wygląd doprowadza mnie do płaczu, nie wychodzę z domu, nie rozmawiam z nikim prócz mamy przez telefon, nie potrfię się zmobilizować do zrobienia czegokolwiek... Nie widzę szerszej perspektywy...
Zawsze ostatecznie brałam się jakoś w garść, doprowadzałam do stanu używalności przy pomocy różnych środków. Teraz nic nie działa...
Jak to się mówi.... my bad...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz