Dysocjacja to taki zabawny termin. Może znaczyć tyle różnych rzeczy! Chemiczna dysocjacja na przykład... Jest cząsteczka, a potem są już tylko jony... plus i minus.
Jest też moja dysocjacja - całkowicie prywatna, co wcale nie oznacza, że unikatowa. Czym jest ta moje dysocjacja? To taka specyficzna tendencja do zapamiętywania zdarzenia nie jako całości ale jako sumy części. W jednej części są wszystkie detale - kolor, kształt, przebieg wydarzenia, wypowiedziane słowa- czysto poznawcze elementy. W drugiej części natomiast zamykam wszystkie emocje, które danej sytuacji towarzyszyły. Jakby małe, zapisane karteczki - jedne wkładam do szufladki z napisem "jak było", a drugie do szufladki z napisem "jak czułam". I w tych szufladkach jest mnóstwo karteczek - w jednej i w drugiej poupychane są bezładnie, bez logicznego porządku. Kiedy czasem chcę wyciągnąć karteczkę z jednej szuflady, to nie potrafię w tym bałaganie dopasować do niej karteczki z drugiej, nie potrafię połączyć tych dwóch elementów, domknąć, przeżyć i odpuścić.
I przez to właśnie czasami znowu mam 7, 8, 9, 10 lat, i stoję pod ścianą. I nasłuchuję, oczekuję na najgorsze, bo nie jestem w stanie nic zrobić. A czasami dla odmiany ma te swoje 24 lata i tak potwornie się boję, że czuję się jak sparaliżowana - boję się bez powodu.
I do tego jest trochę jak w ruletce... Nigdy nie wiem na jaką karteczkę trafię tym razem.
Podobno, żeby przepracować zdarzenia z życia, które nas spotkały trzeba te dwa elementy połączyć i jeszcze raz przeżyć - przeżyć ze zrozumieniem. I ja szukam tych pasujących elementów, ale ciągle wyciągam niepasujące do siebie fragmenty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz