M: Jak się masz?
m: Jak zwykle. Nic ciekawego. Czuję się taka paskudna!
M: Daj spokój - nie jest tak źle!
m: Jest jeszcze gorzej! Nie mogę na siebie patrzyć. Muszę iść zwymiotować.
M: Co ty wyprawiasz! To takie ohydne! Wstrętne! Mdli mnie na samą myśl, że to robisz!
m: Ale przecież ty też to robisz! Jesteś w to zaplątana tak samo jak ja!
M: O czym ty mówisz? Ja nie mam z tym nic wspólnego! To twoja i tylko twoja wina...
Pomijając granice absurdu, które własnie w tej chwili przekraczam - tak właśnie wygląda rozmowa pomiędzy mną a mną. Między dwom częściami mnie, które istnieją jakby niezależnie. Bo przecież to nie JA - to ona, ta druga JA! Ja się temu tylko przyglądam - nie mam z tym nic wspólnego!
Która ja to tak naprawdę ja? Pogubiłam się...
Obie są Tobą, a raczej Ty obie masz w sobie. Tylko są tak różne, że ciężko pojąc jak mogą funkcjonować obok siebie. Zdaję się, że to chyba całkiem normalne jeśli o nasz gatunek ludzki chodzi. Pełno w nas sprzeczności, skrajności, dobrego przeplecionego złym(chociaż wiem, że chyba psycholodzy nie lubię tych rozgraniczeń;)). Trudne to wszystko, ta przemoc kierowana do środka, ta chęć kontroli, która objawia się jej brakiem, no trudne, sama szukam odpowiedzi na podobne pytania.
OdpowiedzUsuńTrzymaj się ciepło!
Pozdrowienia, dla całej Ciebie :)