czwartek, 7 czerwca 2012

od dawna przymierzam się do napisania tutaj czegoś... czegokolwiek. Nie chciałam pisać o objawach, o kolejnych porażkach, o braku szacunku do siebie ani o tym, że jedyne wyjście, które wydaje mi się aktualnie w jakikolwiek sposób sensowne jest bardzo definitywne...

I okazuje się, że pomijając wymienione elementy nie mam już o czym pisać... Oprócz wspomnianego nie ma nic. Dosłownie nic! Ale nie planuję z tego powodu płakać, użalać się nad sobą, histeryzować. Jest jak jest... aktualnie raczej nie będzie lepiej. W każdym razie ja nie wierzę, że może być lepiej. Niech więc będzie tak, jak jest... pozostaje tylko pytanie po co wywalam tyle kasy na terapię, skoro i tak nie wierzę, że cokolwiek mogę z tym zrobić?? Ale... pieniądze szczęścia nie dają - i tak bym je zapewne na coś wydała więc równie dobrze może o być terapia... czemu nie?? Chociaż pewnie wolałabym kupić sobie przyjaciela...Takiego który by mnie przytulił, posiedział koło mnie, dał do zrozumienia, że jestem dla niego ważna.

Ale skoro nie można kupić przyjaciela, to niech będzie chociaż 50 minut spotkania z kimś kto przede mną nie uciekanie... Przynajmniej mam nadzieję, że nie ucieknie.

4 komentarze:

  1. a co z tą pracą, na którą się cieszyłaś? buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. ja nie miałam nikogo poza terapię, dopiero potem się pozmieniało i też tak czułam, że mam kogoś komu płacę za to, że jest.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mar - praca jest... tylko że nie potrafię się już za bardzo cieszyć. Dewaluacja celu osiągniętego :)

    Trzymaj się!! I nie poddawaj :) Czytam Cię codziennie... tylko jakoś nie ma odwag nic napisać...

    OdpowiedzUsuń
  4. a spoko:) ja ostatnio nie mam odwagi na nic. i spróbuj się czymś ucieszyć. widzisz wielkie nic, a jednak coś masz. nie dowalaj sobie pustką tam gdzie jej nie ma, mówię Ci to ja, która nie może spać z nerwów, chociaz ma tak wiele;)

    OdpowiedzUsuń