to miejsce powoli staje się czymś na kształt pamiętnika z terapii... Ale może coś takiego jest mi potrzebne? Łatwiej mi wyrazić to co czuję pisząc. Werbalizacja staje się prostsza... i do tego nie ma nikogo obok, kto patrzy w moją stronę... Może ja powinnam się po prostu w ten sposób komunikować? Dać terapeutce adres bloga i powiedzieć "Proszę sobie przeczytać co chciałam Pani powiedzieć." Pomysł pewnie średni, ale niewątpliwie byłby bardziej skuteczny niż moje nieudolne próby wyduszenia z siebie czegokolwiek.
Zastanawia mnie usilnie mój aktualny zjazd pod względem panowania nad czymkolwiek. Nie panuję, nie wiem jak to zrobić. Czuję się relatywnie źle... Rzadko się zdarzało, żebym czuła się źle pod względem fizycznym, a teraz to norma... Czyli niejako sygnał, że przesadzam. I ja o tym doskonale wiem. Ale cóż mi z tej wiedzy skoro nie potrafię się za siebie zabrać? Nie idzie mi to i już...
I do tego coraz częściej nachodzą mnie myśli o przerwaniu terapii, o tym, że ja już tak nie dam rady... Że nie pomagam sobie, a czasami wręcz mam wrażenie, że szkodzę. Z drugiej jednak strony doskonale pamiętam dlaczego się na kolejną terapię zdecydowałam... i nie zrobiłam tego dlatego, że chciałam nagle doznać magicznego wglądu i się "wyprostować" tylko dlatego, że wiedziałam, że jestem na bardzo cienkiej linie 100 metrów nad ziemią i że się chwieję... I wtedy realnie byłam przerażona możliwością, że sobie nie dam rady w żaden sposób, że zostało mi niewiele życia. Potem było ciut lepiej. Przez pewien okres można by nawet powiedzieć, że było względnie ok... A teraz jest jak przed maturą, i potem jak przed kolejną terapią... To mój 3ci raz kiedy już nawet nie mam siły pisać, że nie mam siły... Tylko tym razem mój instynkt samozachowawczy się nie włącza... teraz chcę uciec... Uciec jak najdalej i zaszyć się w jakiejś norce, żeby spokojnie skończyć to co się zaczęło... Nie musieć więcej uciekać... Nie czuć się jak na samym dnie studni... Przerażenie nie jest zapewne dobrym słowem na określenie mojego aktualnego odczuwania... Ale nie znam lepszego... Więc niech będzie - przerażenie i rozpacz...
no i tu masz swoją norkę:)
OdpowiedzUsuńMoże, z tym blogiem i podaniem adresu terapeutce - masz takie pragnienie, aby zaprowadzić ją do tej norki. Spójrz - to moja norka, wyciągnij mnie?
Tylko czy jest to możliwe? Czy jest możliwe aby ktoś nas z tego wyciągnął?
Napisałaś, że próbowałaś jej powiedzieć - to bardzo dużo.
Próbowałaś jej powiedzieć, zamiast siedzieć jak zazwyczaj 15 minut w ciszy, a może też siedziałaś w ciszy, ale wykonałaś sporo wysiłku, aby opowiedzieć co się w Tobie dzieje.
Tak ta praca idzie, powoli. To niesamowite, że dla kogoś z boku - dla mnie - jest to widoczne dużo bardziej niż dla Ciebie:) Nie rozpaczaj, nie masz powodu, wspinasz się z norki w górę, jesteś już na drodzę w górę:) powolny to proces ale to proces najlepszy z mozliwych.
Pewnie możesz pokazać jej bloga, ale żeby go pokazać, też musiałabyś najpierw wyrazić swoje pragnienie werbalnie, prawda?:) Nad tym własnie chyba trwa Twoja praca, nad wyrażaniem swoich uczuć, potrzeb i lepszym rozumieniu tego co się dzieje. Cierpliwie pracuj.
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki, czytam, kibicuję Ci z całej mocy.
i jeszcze na koniec - to, że masz teraz mniejszą kontrolę, osłabienie, objawy mocne - to być może jest wyraz tego, że gdzieś tam w środku bardzo byś chciała móc wyrazić przed nią swoje uczucia, myśli i pragnienia i rzeczywście jednocześnie bardzo się boisz - konfrotnując się na raz z pragnieniami i lękiem - ale jeśli tak jest, to znaczy, że Twoja praca ma jak najbardziej sens i że pracujesz bardzo mocno i intensywnie. O tym możeszjej powiedziesz, że chciałabyć móc jej zaufać, móc się otworzyć, ale czujesz lęk- o tym też możesz nią pogadać. Próbuj, próbuj. Będzie dobrze.
OdpowiedzUsuńhmm... nie wiem czy chciałabym jej to miejsce pokazać. Zapewne nie... Za dużo tutaj histerii i smutku. A ja nie wiedzieć dlaczego mam wbity w głowie model twardej mnie, nie pozwalającej sobie na taki zachowania publicznie. Świetnie funkcjonującej społecznie, poukładanej, przystosowanej... I nawet na terapii nie mogę się pozbyć przekonania, że powinnam się tak zachowywać. Najbardziej drażni fakt, że ma to niewiele wspólnego z tym jak jest u mnie w środku... W środku mam tornado, grzmoty i ulewny deszcz... A na zewnątrz przypominam szklankę wody z niezmąconą niczym powierzchnią... Mam wrażenie, że to co się teraz dzieje jest skutkiem ogromnego dysonansu pomiędzy tym co w środku i tym co na zewnątrz... i dzielącej te dwa światy betonowej ściany. W środku może wybuchnąć bomba, ale jeśli ściana jest dostatecznie gruba to na zewnątrz nikt nawet nie zauważy...
OdpowiedzUsuńDzięki Mar za komentarz - jesteś bardzo mądrą Kobietą! Ja się teraz muszę zająć wprowadzaniem w życie tego co napisałaś, bo sama czuję, że tak powinnam. Tylko blokada jest dla mnie wciąż zbyt duża...
ano, blokada jest i dobrze - całymi latami była bardzo potrzebna. Szanuj blokadę, być może chroniła Cię przed ogromnym cierpieniem.
OdpowiedzUsuńAle o blokadzie własnie możesz próbować rozmawiać, powoli brać temat.
Moim zdaniem bardzo cięzko pracujesz. I robisz mega wysiłek. Na prawdę. Doceń siebie bo masz masę powodów aby siebie docenić. Nawet jeśli wciąż rzygasz. Rzygasz? spoko, najwyraźniej jeszcze nie czas, aby to zostawić. I na to czas przyjdzie. Doceń siebie. Na prawdę. Cięzko pracujesz i to widać.
też chciałabym móc już nie uciekać..., ale może właśnie to od czego chcemy uciec należy zaakceptować, może tylko w ten sposób można poczuć się wolnym?
OdpowiedzUsuń