bardzo, bardzo intensywny dzień za mną. 12 godzin ciągłego biegania, pracy... I właśnie w takie dni najlepiej widzę, że nie mam ze sobą najmniejszego kontaktu. Wyszłam o 9 rano, wróciłam o 21 i stwierdziłam iż znowu zapomniałam, że człowiek powinien jeść i pić. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że powinnam kupić butelkę wody, albo jabłko... cokolwiek. Moje ciało nie współgra z moim umysłem... A potem kończy się to w sposób, którego szczerze nienawidzę... kilka dni takiej rutyny i gotowy atak z finałem w łazience...
I zastanawiając się nad tym, próbowałam sobie przypomnieć czy moje ciało dawało mi dzisiaj jakiekolwiek sygnały, że o czymś nie pamiętam... I szczerze nie jestem w stanie przywołać chociażby jednego takiego znaku. A najbardziej zadziwiające i niepokojące zarazem jest to, że niejako automatycznie włącza mi się w głowie mały, wredny głosik "widzisz!! Nic nie jadłaś!! Da się tak żyć!! Nie musisz tego robić!!" Jak ja cię głosiku nienawidzę. Jak z Alicją w Krainie Czarów- sen miesza się z jawą... i po pewnym czasie już nie wiadomo czy tak jest czy tylko tak mi się wydaje...
To smutne, kiedy te najbardziej intymne, prywatne sfery życia stanowią najgłębsza tajemnicę, do której nie ma się dostępu.
Hej. Nie wiem, czy ciało wysyła sygnały (ból głowy, około 16-17 po całym dniu niejedzenia?, brzydki zapach z ust?) Czasem umysł jest tyle silniejszy, że ciało nie ma jak się przebić. Często tak własnie jest u nas. Prawdę powiedziawszy przekonałam się, że nie ma co testować ciała i jego wytrzymałości, tylko po prostu siłą woli, i umysłu własnie: pamietać o jedzeniu. podobnie jak o piciu (o tym też zapominam, ze pić trzeba:) Sciskam Cię mocno
OdpowiedzUsuńJak tam? Co słychać? Mar
OdpowiedzUsuń