Zawsze tu wracam kiedy mi bardzo źle... Mój wirtualny spowiednik...
A więc - bardzo mi dzisiaj źle... Czuję się obezwładniona bezsilnością. Porażona ilością eriksonowsko-freudowskich bredni, które dzisiaj usłyszałam... ja się nie nadaję do chodzenia na jakąkolwiek terapię. To nie miejsce na szukanie przyjaciela, który wysłucha! To nie miejsce które da rozwiązanie... A tzw. wgląd to ja mam daleko gdzieś! Nie potrzebuję, żeby mi ktoś mówił, że nie wiem dlaczego zachowuję się w określony sposób! Żadna nowość! Nie potrzebuję, komentarzy, które sprawiają, że czuję się jak totalny śmieć... I bez tego tak się czuję! Nie potrzebuję porównań, które wywołują u mnie chęć popełnienia samobójstwa ze wstydu i zażenowania... Ideę samounicestwienia mam wystarczająco głęboko zakorzenioną!
Wyszłam dzisiaj z terapii w strzępach... drogę od drzwi gabinetu do samochodu pokonałam wyjąc, ukryta za ciemnymi okularami. Nie mam na to siły...
I tekst na sam koniec "tak sobie pomyślałam, że to może być dla pani za dużo"... Gratuluję refleksji po fakcie...
Dzisiaj była moja przedostatnia wizyta - we wtorek z tym kończę.
"And in the end there is just letting go..."
--------------------
3:28.... powracam. Nie umiem sobie w żaden sposób poradzić z dzisiejszym dniem... Dzwoni mi w uszach każde jedno zdanie, które dzisiaj padło... Każda minuta odtwarza się po raz kolejny jak zapętlone nagranie video. Leżę w łóżku i gapię się w sufit - na fluorescencyjne gwiazdki, które sama tam przyczepiłam... Sen dzisiaj nie dla mnie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz