czwartek, 3 stycznia 2013

nie wiem nawet co napisać... ogarnął mnie jakiś dziwny smutek i niechęć do wszystkiego. Nie chce mi się wstać, ubrać, uczesać... Po prostu nie mam na to siły. Szczególnie intrygujące wydaje mi się wpatrywanie w sufit. Mój sufit jest czekoladowy. Kiedy wprowadzałam się do swojego nowego mieszkania robiłam to w dużym pośpiechu, więc Panowie malujący ściany wygładzili tylko je, a sufity postanowiłam poprawić w czasie wakacji. I tak minęły 3 lata, a moje sufity nadal wyglądają jak na początku - jeśli się dobrze przyjrzeć to można dostrzec mnóstwo maleńkich niedoskonałości, rys, kropeczek, małych pęknięć. Postanowiłąm sobie przed chwilą, że nie będę tego poprawiać. Mój sufit jest taki jak ja - pozornie jednolity i stabilny, ale gdy się bliżej przyjrzeć, pierwsze wrażenie pryska bezpowrotnie. Co gorsza te rysy i pęknięcia są bardzo chaotycznie rozmieszczone - nie można ich ułożyć w żaden sensowny wzór, całość. Dokładnie tak jest ze mną.

Kończąc drugą szklankę martini - gdyż kieliszek wydał się zdecydowanie za mały - liczę na to, że przynajmniej zasnę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz