6:39... nie mogę spać... to już kolejna noc z rzędu. Ale dzisiaj, a właściwie wczoraj, było szczególnie ciężko. Wyprowadziłam się z równowagi... albo raczej dałam się z niej wyprowadzić.
Byłam u mojej terapeutki. Rozmowa jak rozmowa - biegła sobie powoli, co w moim przypadku jest standardem - więcej milczenia niż mówienia. Mówiłam o tym, ze ciężko mi zaakceptować to, że zakończyłam pewien etap w swoim życiu. I tak od słowa do słowa pojawił się temat kontroli, a potem płynnie przeszło do anoreksji... Dawno na ten temat nie rozmawiałam i byłam bliska ataku paniki. Zrobiło mi się gorąco, potem zimno, następnie duszno... i serce zeczęło mi walić jak oszalałe. Po raz koleny wypłynął temat internisty, badań, ważenia, szeroko pojętej kontroli mojego fizycznego JA - terapeutka chce żebym raz w miesiącu chodziła sprawdzić czy wszystko jest względnie w porządu... Kiedy to usłyszałam, to serce podskoczyło mi do gardła i już w ogóle przestałam oddychać.
Ostatni raz byłam u lekarza... 8 lat temu. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie siebie idącej na wizytę, pozbywającej się podkoszulka i pozwalającej się dotknąć. Nie wiem dlaczego. Napawa mnie to skrajnym przerażeniem. Zresztą - moje myślenie w tych kwestiach jest dość specyficzne - ja jestem NIEZNISZCZALNA!!! Przecież nic mi się nie dzieje! Nie choruję! Jestem NIEZNISZCZALNA. Po wyartykułowaniu tego przekonania usłyszałam w odpowiedzi, że to moje urojenia. Urojenia... nigdy nie myślałam o tym w tych kategoriach. Opierałam się na faktach, bo przecież biorąc pod uwagę mój tryb życia i to co sobie regularnie robię muszę być nieniszczalna!!!
Dzwonią mi w głowie te słowa... "urojenia".
Przeraziło mnie jeszcze jedno, o czym bałam się nawet wspomnieć na głos... A mianowicie - teraz, na obecnym etapie bardzo, ale to bardzo brakuje mi mojej ostrej anoreksji... A co gorsza łapię się na tym, że zapominam... zapominam, że jeść trzeba. Nawet jeśli miałabym potem wymiotować to coś trzeba jeść. Wczoraj zapomniałam, przedwczoraj też... Właśnie ustawiłam alarm na telefonie z informacją "jedz". Zastanawiam się czy aby przypadkiem znowu nie zaczynam się wkręcać w wir z którego trudno będzie później wyjść.
Z jednej strony chcę - kontroli, ładu, porządku, poczucia pustki. Z drugiej strony wiem, że nie mogę sobie na to pozwolić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz